Trzy wiersze pisane pod Kaplińskim natchnieniem, lecz uniwersalne. Koncepcja dwóch pierwszych powstała, gdy razem z Kołkiem, Wojtasem i Dorną obserwowaliśmy wycięcie dwóch dużych drzew, a trzeci podczas wędrówek i podziwiania piękna naszej bazy.
„Piła Pascala”
Polana, porosła akacją karlą,
Niewiele drzew, pośrodku dąb,
Król lasu i drzew, mocny.
Potężny jak opoka,
Silny i dumny. Stoi.
Przetrwał huragany, hulanki,
Także pożary, powodzie i susze.
Przyszedł drwal.
Stary fachowiec z piłą.
Jedno cięcie, już się chwieje.
Drugie, już leci. Pada.
Przypominam sobie lekcje polskiego,
Barok, Pascal. Trzcina.
Miał rację. Skoro Król Dąb
Tak łatwo z rąk ludzkich ginie,
To człowiek zaiste jest trzciną,
Najwątlejszą w przyrodzie.
„Monolog Dębu”
Rosnę już od lat, rosnę długo i mocno.
Niejedno przetrwałem i nie jedno bym przetrwał,
Ja, drzewny król, z koroną żołędzi.
Przyszedł człowiek, jak zwykle zadufany w sobie.
Myśli, że jak myśli, to największy,
A jest najmarniejszy.
Ściął mnie piłą, upadłem z hukiem,
Lecz on jest trzciną najwątlejszą,
Więc jak bardzo on jest ulotny…
„Poeta”
Kim jest ten, co widzi piękno w płonącym lesie?
Kim jest ten, kto wyciąwszy drzewo podziwia piękno kwiatka?
Kim jest ten, który zniesie ból i rany ciała, a ranią go złe słowa?
Kim jest ten, który w zoologicznym widzi mięsny?
Kim jest ten, kto patrzy w niebo, by ujrzeć ziemie?
Kim jest ten, kto niesie kwiaty w dłoni, a granat za pasem?
Kim jest ten, który szuka jabłek na akacji?
Kim jest ten, który widzi wróżki i białe myszy?
To ja, poeta,
Z duszą na ramieniu,
Odpoczywam w cieniu,
Patrzę w chmury,
Szukam dziury,
W całym.
P.S. Zdjęcia z roboczego
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 31 sierpnia 2008
"W lesie na polanie, pali się ognisko"
Przed chwilą wróciłem z biwaku roboczego w Kaplinie. Jak zwykle nie obyło się bez różnych śmiechowych akcji i dziwnych pomysłów. Pierwszy wieczór i noc minęły spokojnie, poza tym, że dym dawał się lekko we znaki (gdybym miał maskę p-gaz, to bym w niej spał), ale przynajmniej było ciepło. Rano podzieliliśmy się robotą - Wojtas, Kołek i ja dostaliśmy zadanie, o którym marzyłem - wyciąć wszystkie krzaczory pod budowę nowego magazynu (150 m kw.). Idziemy do magazynu, bierzemy topory, chcemy je napostrzyć, a tu dh. Jędrek mówi "Chłopaki, macie te, nie bawcie się tymi" i daje nam do rąk dwa nowiutkie Fiskarsy (dla niewtajemniczonych: arystokracja w siekierach. Najlepsze jakie miałem w ręku). Biorę największy, drugiego daję Kołkowi. Wojtas bierze najlepszą ze starych. To była orgia niszczenia - każdy, najgrubszy nawet krzaczor czy mniejsze drzewko padło pod naszymi ostrzami. Pod koniec rąbałem na berserkera. Gdy skończyliśmy, i zaczęliśmy mniej przyjemną część - noszenie, przyszedł pan Henio, drwal z wioski, który ściał drzewa na terenie pod budowę - podwójny dąb i wielki klon. Widzieć fachowca z piłą przy robocie i podziwiać upadek wielkich drzew to piękna rzecz, powiedziałbym nawet, że doznanie artystyczne. Bzzz, i bum, był klon, nie ma. Są tylko gałęzie, które trzeba wynieść, 250 metrów dalej, na ognisko. Po parunastu kursach syzyfowej pracy stwierdzamy, że tak się nie da i prosimy o wsparcie. Dostajemy kabel, którym wiążemy większe gałęzie, na które wrzucamy mniejsze. "Starczy już, bo jest tego za dużo" - mówi Kołek, lecz gdy rzucam się na to i ugniatam ciężarem ciała, to zaraz się robi miejsce. Tylko mam po tym duzo ran na rękach i wyglądam strasznie. Ale tak już jest, jak 60% roślinności stanowi akacja. kilka kursów fiata pandy i nie ma problemu, który jeszcze niedawno spędzał nam z oczu wizję wypoczynku. W międzyczasie każdą partie wrzucaliśmy w ogień, który podtyrzymywał Mateusz Dorna. Dzięki wrzucaniu wszystkiego na raz i zabawie w rywalizowanie z ogniami Orthanku, udało nam się stworzyć własne piekło na ziemi i spalić wszystko do wieczora. W międzyczasie zaliczyliśmy kąpiel na Czeskim, kolejną pozycje obowiązkową w Kaplinie (spacer dookoła jeziora był w piątek po zachodzie słońca). Póżniej poszliśmy się maskować w lesie, tak dla zabawy i Kołek wpadł na pomysł, żeby pójść nad Szeken (kolejna pozycja programu). Z tym, że poszliśmy na bagna, gdzie trzeba było skakać z kępki trawy na kępke, od drzewa do drzewa, bo inaczej wpadało się po kolana lub po pas w błoto i wodę (doświadczyłem tego osobiście). Wróciliśmy, by się osuszyć, a później poszliśmy spać. Nie napaliliśmy, żeby się nie udusić, ale za to było chłodno. Jak rano wyszedłem do łaźni, to na dworze było o niebo cieplej. Jako, że zrobiliśmy wszystko w sobotę, dziś mielismy "rekreacje"- kapiel w jeziorze, leżenie, jedzenie. Tak idealnego zakończenia wakacji nigdy dotąd nie miałem, i jutro z radością przekroczę szkolne mury.
piątek, 29 sierpnia 2008
"Dom mój ostatnio ledwo stał na nogach..."
Dziś jadę na biwak roboczy do Kaplina. Nie wyobrażałem sobie idealniejszego zakończenia wakacji, niż robota w moim drugim domu. Tam wreszcie czuję, że żyję:)
„Drugi dom"
I znów wracam do domu.
Nie, nie rodzinnego.
Tego drugiego.
Do Kaplina.
Tam nie ma klatek czterościanu,
W których niespokojny i niespójny się ciska,
Braku powietrza świeżego,
Które daje zmysłom tyle wrażeń,
Brudnych garnków w zlewie, czystych ciuchów,
Codziennych dylematów i codzienności
Jest tam za to spory kawałek lasu,
Moje pomosty, strumyki i brzegi jeziora,
Które kipią od życia.
Są Sosen szare brygady, niby wojska Puszczy,
Są i nieliczne Brzozy – oficerowie i kapelani,
Których biały mundur wyższy stan oznajmia.
Szeken, Czeskie, hydrofornia – znane, tak dobrze,
Że i po ciemku bez pyzy księżyca tam trafię,
A na samo wspomnienie myśl skacze
Od serca do serca
Tu wiem, że nic mi nie grozi,
Mogę chodzić beztrosko
Od drzewa
Po drzewach
Pod drzewem
Bez granic lasu i ściennych krat więziennych.
Tu nawet sen w cieniu Dębu – generała, co szare przybrał szaty,
Choć daleko od bazy, to jednak bezpieczny.
Tu ogień, woda, ziemia, drzewa- bierz
Wybieraj, z kim chcesz się bratać.
I skarb mój największy - przyjaciele
„Drugi dom"
I znów wracam do domu.
Nie, nie rodzinnego.
Tego drugiego.
Do Kaplina.
Tam nie ma klatek czterościanu,
W których niespokojny i niespójny się ciska,
Braku powietrza świeżego,
Które daje zmysłom tyle wrażeń,
Brudnych garnków w zlewie, czystych ciuchów,
Codziennych dylematów i codzienności
Jest tam za to spory kawałek lasu,
Moje pomosty, strumyki i brzegi jeziora,
Które kipią od życia.
Są Sosen szare brygady, niby wojska Puszczy,
Są i nieliczne Brzozy – oficerowie i kapelani,
Których biały mundur wyższy stan oznajmia.
Szeken, Czeskie, hydrofornia – znane, tak dobrze,
Że i po ciemku bez pyzy księżyca tam trafię,
A na samo wspomnienie myśl skacze
Od serca do serca
Tu wiem, że nic mi nie grozi,
Mogę chodzić beztrosko
Od drzewa
Po drzewach
Pod drzewem
Bez granic lasu i ściennych krat więziennych.
Tu nawet sen w cieniu Dębu – generała, co szare przybrał szaty,
Choć daleko od bazy, to jednak bezpieczny.
Tu ogień, woda, ziemia, drzewa- bierz
Wybieraj, z kim chcesz się bratać.
I skarb mój największy - przyjaciele
środa, 30 lipca 2008
"Ustawimy mały obóz"
Kolejny obóz się skończył i wróciłem do szarej i szorstkiej rzeczywistości. A przecież tak niedawno temu przechadzałem się po bazie, którą pożegnaliśmy w sobotni wieczór. Każdy obóz jest jak rozżarzone żelazo, którego używa się do znaczenia bydła- wypala w naszych sercach i umysłach niezatarte ślady. W tym roku są to wrażenia głównie pozytywne, których nie zatarła ani pogoda, która była rozkapryszona jak dwunastoletnia modelka- sama nie wiedziała czego chce- raz słońce dawało tak, że w kadrówce mogliśmy otworzyć saunę, potem burze- do 3 razy dziennie, deszczowe dni, z przejaśnieniami w środku i wiatry, które chciały porwać namioty. Wytrzymałem 3 tygodnie w przedsionku namiotu, choć bałem się, że będę musiał spać w kąpielówkach i dziwne pomysły niektórych ludzi. Nawet koleś w czerwonej koszulce z napisem "Ratownik" dał się znieść. Wszystko wynagrodzili wspaniali ludzie, z którymi byłem przez te 3 tygodnie. Ekipa z kadrówki potrafiła roznieść wszystko, wygrać HaBeTę, bawić się w dzień i w nocy (Ściąganie wartowniczek i Bulasa), podzielić się robotą ("Wojtas, idź z młodymi na rozgrzewkę i do mycia" "Idź, zrób z nimi musztrę" "Ajto, idź z nimi do sklepu") i nie było żadnych zgrzytów. Chłopacy się nieźle spisali. Dawali radę w górach, wytrzymali na obozie i jeszcze zajęli 2. miejsce na HBT (1. musiało przypaść starszej ekipie). Dobrze zareagowali na służbie, gdy przyjechał sanepid, co chyba będzie jakąś nową świecką tradycją, bo znowu na naszej służbie. Potem, jak się zapchała umywalka, to byli chętni do zabawy:) Fajnie się rozkręcało z nimi umywalkę. Nie zapomnę Grzecha, który dobijając ludzi tekstami i rzucając się w oczy na każdym kroku pokazywał radosną stronę "Dychy", Michała, który potrafił zachować spokój w obliczu Sanepidu, Sowy, którego pomoc pozwoliła odetchnąć kadrze :). Nie zapomnę też ekipy z 91, która mnie zadziwiała- 1 raz na obozie, a mieli porządek lepszy niż moi chłopacy, których część już kiedyś była na obozie. Kadra 36, która pozwalała jakoś się ogarnąć, potrafiła dać pozytywnego kopa ("Jesteś moim bogiem - wiem, wszystkie mi to mówią") , dać motywację do sprzątnięcia lub w sytuacji podbramkowej sprzątnąć:). 26ż była dla mnie przystanią, gdzie mogłem się na chwilę wyłączyć i pogadać, dlatego do nich zaglądałem, jak tylko się dało. 17 zrobiła nową rzecz na obozie- festyn, co było świetnym pomysłem, zwłaszcza konkurencja z nożem. 92 zrobiła fantastyczną HaBeTę, którą będziemy długo wspominać. Do końca życia zapamiętam też dziewczyny z 18 - Anię, Anitę, DeGe i bossa wszystkich bossów - Agatę, której przyśpiewki o ogórkach i pomidorach przez cały obóz wywoływały u mnie niemiłe wizje, co bym zrobił ogórkiem, gdybym miał go pod ręką, ale pod koniec obozu strasznie mi się spodobały:) Do tego Pustuł ze swoim repertuarem, samodzielny zastęp 92, który urządzał nocne wycieczki na zamówienie i Tomek, ratownik wodny, który zarówno na kapielisku, jak i w nocy w obozie czy też w lesie był niezastąpiony. To dzięki niemu odbyła się większość akcji nocnych. Hardcorowa wycieczka w góry koło obozu, pieczenie chleba na kijach, zajęcia z szałasów, które wyszły lepiej niż w praktyce, robinsonada, wyjście na Równicę i do Leśnego Parku Niespodzianek, gdzie można było oglądać wszystkie te zwierzęta z bliska- działo się dużo. Kto był, ten wie, a kogo nie było- niech żałuje i jedzie w przyszłym roku do Kaplina, naszej kochanej bazy!
wtorek, 24 czerwca 2008
"Wszystkie dzieci nasze są"
Z wakacyjnymi życzeniami- żebyście się wybrudzili, wybiegali, wymęczyli, ale byli szczęśliwi- w końcu w każdym z nas siedzi dziecko i opiera się dorastaniu. Oby siedziało w nas jak najdłużej. Tylko żeby te wakacje były bezpieczne!;)
"Szczęśliwe dzieci"
Szczęśliwe dzieci ubrań nie noszą. Czystych.
Im bardziej ciekną, cuchną i chlapią,
Tym więcej dają im radości.
W błociste plamki krwiste pręgi,
Zielone grochy trawiaste i dziury na dziurach.
Nie pasuje mamie ani tacie?
Dla dzieci najlepsza barwna mozaika
Szczęśliwe dzieci się nie myją. Zbyt często.
Im brudniejsze, tym bardziej zadowolone.
Brud cienki jest niegroźny, a potem odpada.
Czarne jak ziemia ręce, zabłocone stopy,
Wytarte do krwi kolana i niedomyte łokcie.
Każe im tato myć uszy i szyję?
Dziecko najlepiej rośnie bez mydła
Szczęśliwe dzieci nie siedzą w domu. Gdy nie muszą.
Im więcej czasu spędziły na dworze,
Tym bardziej żyją jego radością.
Biegają po płotach, skaczą po drzewach,
Grają, latają i często się łamią i ranią.
Każe im tato wracać- do domu, do szkoły-
Dzieciom się nudzi, uciekną przez okno
Szczęśliwe dzieci nie wiedzą za dużo. Z reguły.
Nie znają się na savoir-vivrze i czterech widelcach.
Nie udają miłych, bo nie wiedzą, że może to się opłacić.
Nie znają się na etyce ani filozofii, nie martwią ich uczucia,
Obca im eschatologia i apokalipsa, tak samo jak erotyka.
Szczęśliwe dzieci, zanim dorastać zaczną,
Dopóki świat brutalnie nie weźmie się za ich edukację.
"Szczęśliwe dzieci"
Szczęśliwe dzieci ubrań nie noszą. Czystych.
Im bardziej ciekną, cuchną i chlapią,
Tym więcej dają im radości.
W błociste plamki krwiste pręgi,
Zielone grochy trawiaste i dziury na dziurach.
Nie pasuje mamie ani tacie?
Dla dzieci najlepsza barwna mozaika
Szczęśliwe dzieci się nie myją. Zbyt często.
Im brudniejsze, tym bardziej zadowolone.
Brud cienki jest niegroźny, a potem odpada.
Czarne jak ziemia ręce, zabłocone stopy,
Wytarte do krwi kolana i niedomyte łokcie.
Każe im tato myć uszy i szyję?
Dziecko najlepiej rośnie bez mydła
Szczęśliwe dzieci nie siedzą w domu. Gdy nie muszą.
Im więcej czasu spędziły na dworze,
Tym bardziej żyją jego radością.
Biegają po płotach, skaczą po drzewach,
Grają, latają i często się łamią i ranią.
Każe im tato wracać- do domu, do szkoły-
Dzieciom się nudzi, uciekną przez okno
Szczęśliwe dzieci nie wiedzą za dużo. Z reguły.
Nie znają się na savoir-vivrze i czterech widelcach.
Nie udają miłych, bo nie wiedzą, że może to się opłacić.
Nie znają się na etyce ani filozofii, nie martwią ich uczucia,
Obca im eschatologia i apokalipsa, tak samo jak erotyka.
Szczęśliwe dzieci, zanim dorastać zaczną,
Dopóki świat brutalnie nie weźmie się za ich edukację.
sobota, 21 czerwca 2008
"I są pytania i są rozmowy, ważne, choć tylko przedziałowe"
Sorry, że tak długo nie pisałem. Miałem w kwietniu i maju ciężki okres, co chwilę coś, do tego parę niezbyt fajnych sytuacji i jakoś tak wyszło, że nie chciało mi się pisać. Ale do rzeczy.
Pociągi mają w sobie to coś. Taki pociąg to nie sztywny autokar, w którym trzeba siedzieć na miejscu ani samochód, gdzie nawet nie ma gdzie pójść. W pociągu można bez przeszkód zmienić miejsce (choć czasem nie ma), pójść do toalety (O ile nasze pkp-owskie wychody można tak nazwać), pograć w twistera w miejscu na rowery lub po prostu zwyczajnie się przejść. To wszystko sprzyja rozmowom. A rozmowa jest czymś, co lubię. Zawsze warto rozmawiać, a że atmosfera intymności w zasłoniętym czerwonymi zasłonkami przedziale sprzyja różnym tematom, dlatego rozmowy w pociągu są najwartościowsze. Ale zdecydowanie lepiej rozmowy- nie tylko przedziałowe- wychodzą w mniejszej grupie- najlepiej w 3-5 osób, bo wtedy jest intymnie, ludzie są sprawdzeni i można rozmawiać nawet na najbardziej pokręcone tematy typu fantazje na temat cosinusów i co by było gdyby. Najlepszą porą na takie fantazje jest wieczór, noc lub względnie poranek, bo w dzień zwykle nie ma czasu. Najlepiej, gdy jest ładna pogoda i rozmawia się gdzieś w plenerze- jeśli jestem w Kaplinie to jest to pomost przy hydroforze, czeska plaża lub pomost na kąpielisku, ewentualnie spacer wokół jeziora. Gdy jest brzydko jest to pokój, toaleta lub kuchnia. Byle zachować intymność i nie przeszkadzać nikomu. Fajnie jest bawić się w zabawę typu "szczerość czy odwaga?", ale muszą być ludzie, którzy chcą się bawić i zadawać pytania, wtedy można zapytać o rzeczy, o które normalnie się nie pyta:) Są jeszcze rozmowy w cztery oczy- wtedy jest jeszcze inaczej. Ciężko wtedy się rozmawia, jeśli nie ma związku emocjonalnego, ale one są najlepsze i najlepiej działają na psychikę. Jeśli sprawa jest delikatna, ktoś ma problem lub trzeba kogoś przekonać, nic nie robi lepiej niż wspólny spacer po lesie czy plaży. Są ludzie, którzy nie lubią rozmawiać, a jak muszą, to częściej przytakują niż mówią. Są też tacy, którzy nie lubią mówić o sobie, o swoich problemach. Są tacy, którzy się boją i wolą zasłaniać się telefonem lub komputerem. Ale nic nie robi lepiej dla uczuć niż zwykła rozmowa. Zacznijcie ze sobą rozmawiać, na początku o czymś błahym - na przykład o butach czy piłce z kumplami i ciągnijcie rozmowy dalej. Z okazji rozpoczęcia wakacji- cudownego okresu dla wszystkich zniewolonych okowami nauki- życzę wam, abyście umieli rozmawiać z drugim człowiekiem i dzięki rozmowom pogłębili dotychczasowe, albo znaleźli nowe źródła uczuć!
Pociągi mają w sobie to coś. Taki pociąg to nie sztywny autokar, w którym trzeba siedzieć na miejscu ani samochód, gdzie nawet nie ma gdzie pójść. W pociągu można bez przeszkód zmienić miejsce (choć czasem nie ma), pójść do toalety (O ile nasze pkp-owskie wychody można tak nazwać), pograć w twistera w miejscu na rowery lub po prostu zwyczajnie się przejść. To wszystko sprzyja rozmowom. A rozmowa jest czymś, co lubię. Zawsze warto rozmawiać, a że atmosfera intymności w zasłoniętym czerwonymi zasłonkami przedziale sprzyja różnym tematom, dlatego rozmowy w pociągu są najwartościowsze. Ale zdecydowanie lepiej rozmowy- nie tylko przedziałowe- wychodzą w mniejszej grupie- najlepiej w 3-5 osób, bo wtedy jest intymnie, ludzie są sprawdzeni i można rozmawiać nawet na najbardziej pokręcone tematy typu fantazje na temat cosinusów i co by było gdyby. Najlepszą porą na takie fantazje jest wieczór, noc lub względnie poranek, bo w dzień zwykle nie ma czasu. Najlepiej, gdy jest ładna pogoda i rozmawia się gdzieś w plenerze- jeśli jestem w Kaplinie to jest to pomost przy hydroforze, czeska plaża lub pomost na kąpielisku, ewentualnie spacer wokół jeziora. Gdy jest brzydko jest to pokój, toaleta lub kuchnia. Byle zachować intymność i nie przeszkadzać nikomu. Fajnie jest bawić się w zabawę typu "szczerość czy odwaga?", ale muszą być ludzie, którzy chcą się bawić i zadawać pytania, wtedy można zapytać o rzeczy, o które normalnie się nie pyta:) Są jeszcze rozmowy w cztery oczy- wtedy jest jeszcze inaczej. Ciężko wtedy się rozmawia, jeśli nie ma związku emocjonalnego, ale one są najlepsze i najlepiej działają na psychikę. Jeśli sprawa jest delikatna, ktoś ma problem lub trzeba kogoś przekonać, nic nie robi lepiej niż wspólny spacer po lesie czy plaży. Są ludzie, którzy nie lubią rozmawiać, a jak muszą, to częściej przytakują niż mówią. Są też tacy, którzy nie lubią mówić o sobie, o swoich problemach. Są tacy, którzy się boją i wolą zasłaniać się telefonem lub komputerem. Ale nic nie robi lepiej dla uczuć niż zwykła rozmowa. Zacznijcie ze sobą rozmawiać, na początku o czymś błahym - na przykład o butach czy piłce z kumplami i ciągnijcie rozmowy dalej. Z okazji rozpoczęcia wakacji- cudownego okresu dla wszystkich zniewolonych okowami nauki- życzę wam, abyście umieli rozmawiać z drugim człowiekiem i dzięki rozmowom pogłębili dotychczasowe, albo znaleźli nowe źródła uczuć!
Subskrybuj:
Posty (Atom)