Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 maja 2009

"Gdzie ty chłopie miałeś oczy, Zawsze coś cię zauroczy..."

Roboczy był dla mnie tak dobrym wyjazdem, że nawet nic nie napisałem. Po przyjeździe od razu rozdzielona robota i jaki wydawaliśmy ludziom sprzęt, od razu brali się do roboty. Aż przyjemnie było popatrzeć jak rozkwita praca. Na końcu zaczęliśmy naszą misję- naprawić piec, który był nieszczelny. Ale pomimo dobrego zalepienia, dymi się jeszcze bardziej, bo komin słabo ciągnie. Moja kostka nadal pachnie dymem, który powstał gdy 2 razy paliliśmy w piecu. Potem kolejna misja- ściąć maszt i zrobić ławeczkę. Następnego dnia pomost- ściąć śruby ze starych łat, wymienić je i przykręcić deski. Ale nie zrobiliśmy 2 segmentu, bo zabrakło wkrętów- na następnym wyjeździe. A gdy zostaliśmy we trójkę- Klaudia, Mateusz i ja, to zrobiło się najciekawiej- zakład z cebulą, spacery, reszta drobnych prac, wkręcanie dh Jędrka, Agi Gajewy, Marty Mroczkowskiej i moich starszych, że przywaliłem sobie siekierą w rękę. Niezapomniany dialog przy ognisku:
[Klaudia]: Tej, Aga pisze "co słychać?". Wkręcimy ją, że spaliliśmy starą kuchnię?
[Mateusz]: Nie, nie kupi. Napisz, że Ajto przywalił se siekierą w rękę, jesteśmy z Rambo w szpitalu i jest wkurzony na nas na maksa.
[K]Dobra xD
Ale się skończyło, i nadszedł czas powrotu do szarej rzeczywistości. I niezbyt przyjemnie się zaczęło, doszły doły. Uświadomiłem sobie parę rzeczy i doszedłem do wniosku, że jak ktoś jest poryty to kij mu w oko. I że jest wiele ludzi, którzy dla opinii innych są gotowi porzucić swoje plany. Bo co ludzie powiedzą. I wiele ludzi przez ten małomiasteczkowy lęk przed wytykaniem palcami zacieśnia swoje horyzonty. A nie wiedzą, jak wiele tracą. Ale są na szczęście przyjaciele, którzy nie opuszczą. Szkoda tylko, że niektóre osoby też mają taką mentalność, i są w stanie zatrzymać relacje na bezpiecznym dla nich poziomie. Ale dość o tym- jak ktoś nie wie o co kaman, to trudno. Mam tylko nadzieję, że Ci, na których mi zależy (nie mówię tu o tych, którym na mnie zależy, bo wiem, że jesteście- dziękuję), albo będzie mi zależeć, nie stwierdzą, że nie będą zacieśniać relacji ze mną z tych powodów.
Ale dość już o tym- napiałem wiersz. Przymierzałem się do niego od dłuższego czasu. Nie jest powiązany z notką- notka wyszła dzięki rozmowie z paroma osobami. A wiersz- wiersz.

„[…]”
Pannie P
Jeżeli chodzi o poezję,
Mógłbym napisać
na strzałce KAT
I będzie o Tobie

Jeżeli chodzi o łańcuch zdarzeń
Mógłbym napisać
W składnikach INICJATOR
I będzie o Tobie

Mógłbym napisać teraz o wiele więcej,
Niż tamtych kilkadziesiąt wierszy
Słabych jak popiół

I nadal wodzisz na pokuszenie,
Że ujrzę Cię
W Pół Drogi do Hadesu

I widzę, że pierwsza myśl najlepsza,
I tylko trochę żalu,
Że pierwsze koty
Pognały w dal za tymi,
Co zeszły na psy
……………
Oddalając od siebie czysty płomień
08.05.09 Dom

niedziela, 26 kwietnia 2009

"Nasiąknęły wspomnieniami herbata, sok i piwo..."

Czasem bywa tak, że przedmioty i miejsca, które nie miały przedtem żadnego znaczenia, nagle stają się ważne, albo przypominają o czymś, co było. Hałdy piachu i górkę koło fabryki w Luboniu mijałem już parę razy jadąc rowerem, ale po piątkowej sesji, jej widok przypomniał mi tamte zdjęcia, słowa, emocje. I tak kilka mijanych miejsc znów zapisało się w pamięci, i będzie funkcjonować w moim wędkarskim języku, obok Brzozy-Do-Której-Wiązałem-Domę i Łachy-Na-Której-Była-Sejsa, lub Trzcinowisko-Z-Którego-Wojtas-Mi-Wyrąbał-Ładne-Bydle pojawia się np. Łacha-Na-Której-Marta-Zrobiła-Mi-Zdjęcie i Widok-Który-Wyzwolił-W-Nas-Stwierdzenie-"Doma-Looser". Dołączy to do bogatej kolekcji "Tu-Mi-Spadł-Duży-Szczupaków" i "Tu-Prawie-Się-Wrąbałem".
Są też miejsca bardziej nasiąknięte wspomnieniami - takie, przy których został dość spory ładunek uczuć. I może minąć sporo czasu, a nadal będzie budzić wspomnienia, i to z reguły niezbyt pozytywne. Mnie np. takie miejsca ciągną, i lecę do nich jak ćma do ognia. Pamiętam do teraz, gdzie tłumaczyłem pewnej pannie matmę i podpalałem zeszyt, bo to był prawie koniec roku, i uświadomiłem sobie, że mi nie zależy wtedy. Pamiętam wierzbę, na której mówiłem komuś ważne rzeczy. Pamiętam łachę, na której kogoś wciągałem i krzyczałem "K.. rozbieraj się!". Pamiętam... A nie mówię nic o miejscach obozów czy biwaków. I tak górka w Ustroniu, parapet w Iwnie, kuchnia w Daszewicach.
Celowo nie wspominałem Kaplina. To szczególnie nie tylko dla mnie miejsce samo w sobie jest pamiątką po 34 latach bazy, a w ciagu 34 lat nagromadziło się tam sporo ładnuków emocjonalnych. Mówi się, że to magiczne miejsce- coś w tym jest. Czeskie istnieje co najmniej 25 lat- tak dawno pamiętają ludzie, którzy kiedyś tam przyjeżdżali. Jeszcze trochę, a noc tam będzie trzeba w czasie obozu rezerwować z tygodniowym wyprzedzeniem. A i tak jest to dość przypałowe miejsce jak jest się osobą, która po ciszy nocnej powinna leżeć na kanadyjce ;) Bo kadra lubi się przechadzać, bywają gry nocne i co nie tylko. Kible- rozsądna wymówka, Szeken- dla tych, którzy szukają odosobnienia, Łącznik- dla kadry, i ogólnie las- na spacery. Każde miejsce ma swoje historie, któych nie poznamy. Osobiście najbardziej lubię pomost przy hydroforni (przepompowni) - dla mnie osobiście pamiątka po tym, co się działo w zeszłym roku na biwaku roboczym. Niezbyt miła, gorzka bym powiedział, ale lubię to miejsce i już. Mam tylko nadzieję, że na tym roboczym (Już w piątek jadę- trzeba mi przeżyć 4 dni!)- nie będzie nic podobnego. Bo widzę za dużo analogi. Ktoś mógłby pomyśleć, że marudzę, ale wolę dmuchac na zimne. A zresztą jak się myśli, że się coś rozumie per analogia, to z reguły jest jeszcze gorzej.
Ale roboty dużo, czasu mało, więc mam nadzieję, że będę zbyt zajęty;)

"Spowiedź bez skruchy"
Ostatni raz byłem… /Tak, to był koniec sierpnia,
Pamiętam dobrze
Zrobiłem, co trzeba / Oni nadal to pamiętają
Potem wypadek i coś ciągle wypadało /Zawsze tak się mówi

Popełniłem siekierą czynów kilka,
zabawiać się z dwoma kolegami
spocone torsy i jęki
gdy padały na ziemię /razem oczyszczone 200

nieumiarkowanie w piciu
i paleniu /ognie Angbandu to przy nas iskierka

I trzeba było wracać, i dopiero w piątek
Wrócę zakosztować łaski
Jaką daje Kapliński Zdrój.
Dom, 26:04:09

środa, 22 kwietnia 2009

"Stare wspomnienia odżyły znów, niewiele nam to jednak pomoże"

Dziś byłem z prof. Dylewicz, zwaną pieszczotliwie Ciocią Dylą, Martą i Magdą na finale konkursu poetyckiego. Chociaż nikt z nas nic nie wygrał, to i tak sukcesem było to, że nasze wiersze zakwalifikowały się do finału, a dziewczyna od nas ze szkoły (nie pamiętam niestety) wygrała Złote Pióro w konkursie jednego wiersza- gratulacje. Dzięki temu konkursowi szczęśliwie ominęła nas obecność na lekcjach. I tak minął półmetek tygodnia, niedługo będzie znowu weekend, w piątek odchodzą 3 klasy i zmienia się nam plan- w sumie dla mnie dobrze, bo ja będę kończył tak samo, tylko w czwartek wcześniej, ale jest dziwna kolejność lekcji- np. w poniedziałek mamy 2 matmy, fizę, chemię, polaka, religię i na koniec biologię. Ale cóż, jeszcze tylko półtorej miesiąca, które szybko zleci i wolność.
Zauważyłem też, że ostatnio mało piszę- w tym miesiącu tylko 3 sztuki. Ale w zeszłym roku też tak było w kwietniu. Z tym, że przeciągnęło się na maj, osiągając punkt kulminacyjny na roboczym.
Pamiętam, że wtedy w maju też coś się skończyło, ale to nie trwało tak długo.
Teraz się cieszę, że na roboczym nie będę miał takiej sytuacji. No, obym nie wykrakał. Ale coś czuję, że Mateusz zadba, żebym nie miał czasu na głupie pomysły. W zasadzie jeszcze 8 dni do wyjazdu- pewnie będą się wlokły. Ale weekend po drodze, do tego coś się wymyśli i jakoś zleci. I zakopię wreszcie mój stary zeszyt z wierszami, by potem ktoś mógł odkopać i się zdziwić.

A skoro mowa o wierszach- pisałem, że mało piszę. Ale w moim zbiorze ostatni napisany to już 200. Wydaje się, że to dużo, ale większość z tego to słabe banalne tekściki, z których teraz się śmieję, jednak nie usuwam, bo są zapisem mojej ewolucji twórczej. Od żalu spowodowanego nieszczęśliwą miłością do Pewnej Panny, do żalu spowodowanego rozczarowaniem Inną Panną, ale wyrażonego w zupełnie inny sposób, i stanowiącego niewielką część tematów. Kiedyś wrzucę kilka wierszy z różnych okresów z komentarzem- zdziwicie się:)

„Nr seryjny 200”
Dlaczego ja,
Liberator
Liberał
Libertyn
Librofag
Kradnę wiersza duszę
I Nadaję Numer 200.?

Niczym więzień w obozie
Dla literackich degeneratów

Zamykam za drutami kolejny wytwór
Przewirowanych zwojów
Tylko czego? I dla kogo?

Dusza? Serce? Umysł? Geny? Instynkt?

JaAllaCHrystuSiwAbsoluThor?

A może wszyscy w jednym?
Albo żaden? Albo jeden- który?

Czasem trzeba przefiltrować morze łez,
Aby znaleźć perełki,
Odrzucając to, czego jest więcej…
20.04
-----------------------------------------
Dlaczego ja wierzę w tak chore wizje.
Dlaczego marzę o czymś, co jest na tyle niemożliwe
Dlaczego chcę to realizować?

czwartek, 9 kwietnia 2009

"A zaraz pod nim harcerskich dziesięć praw..."

Odpowiedź na notkę Bartasa z dnia 09.04.2009 o Prawie Harcerskim http://bartasmachura.blogspot.com/
W Twojej wersji PH bardzo podoba mi się zwrot "stara się". Bo nikt nie jest Bogiem, żeby przestrzegać w pełni. Mi osobiście wydaje się to niemożliwe. I tak wysoko postawiona poprzeczka potrafi co bardziej wrażliwsze jednostki równać z ziemią- sam miałem okres "penerski", w którym chciałem odejść z drużyny, bo uważałem, że skoro łamię tyle praw, to nie jestem godzien być harcerzem, zwłaszcza w takiej drużynie jak 10. Ale na szczęście parę osób mnie wyleczyło,i powiedziało, że PH to nie jest coś, co jak się raz złamie, to koniec. Od tego czasu traktuję PH jak dekalog- ten dany od Boga- dostaliśmy Przykazania, które łamiemy - jedni częściej, inni rzadziej, ale też nie ma osoby, która by nigdy nie zgrzeszyła - wyjąwszy Jezusa, który jest Bogiem, i Maryję, która jest jego Matką. Nawet nasze harcerskie autorytety łamią PH- i nie chodzi tu o 2 część 10., o której wszyscy mówią, bo jest najłatwiejsza do udowodnienia, tylko o najczęściej łamane- 4, 6, 8 i pierwszą część 10. Bo ile niechęci, obgadywania, pogardy dla "wrogich środowisk", nie mówiąc już o "bratnich organizacjach"- sam mówisz - "W harcerstwie jak w rodzinie, wszyscy się nienawidzą". Jest dosyć mocno przekoloryzowane, ale od razu każdy z nas potrafi wymienić drużyny, czy szczepy, z którymi by nie chciał nigdzie jechać ani w ogóle się integrować. Tak samo często widzimy zbyt duży nacisk na poznawanie, za cenę szanowania przyrody. Ile gwoździ w żywych drzewach, gałązek obcinanych aby sprawdzić, czy nóż jest ostry, albo pokaleczonych przez złe zabawy? A ilu harcerzy czy harcerek łapie doła częściej niż statystyczny Polak? Mój kumpel kiedyś mi zarzucał, że wśród hyarcerzy pełno jest dołujących się ludzi. A ile razy widzimy drużyny, gdzie ludzie rzucają mięsem bez powodu i jest to normalne? Nie piszę, żeby stwierdzić, że jestem czysty, bo sam popełniam dokładnie te same błędy- nie jestem żadnym wyjątkiem, powiedziałbym, że jestem średnią statystyczną. I widzę, że to nie jest dobre. Ile razy wzgardziłem kimś, obciąłem coś, co nie powinienem, dołowałem siebie i innych, rzucałem mięsem? Nie wypominajcie mi w komentarzach, bo dobrze wiem, i wy wiecie. I to dotyczy wszystkich grup wiekowych- od zuchów, przez harcerzy, po wędrowników i instruktorów ze stażem kilkuletnim i więcej.
Z drugiej jednak strony, wysoko postawiona poprzeczka wymaga od nas wyższego skoku, i nawet jak nam się nie uda jej przeskoczyć, to i tak będziemy skakać wyżej. To jest tak, jak z sokratejskim "Wiem, że nic nie wiem" - im bardziej się zbliżamy do ideału, tym bardziej widzimy, ile drogi przed nami- bo w końcu Harcerstwo nie jest osiąganiem ideału, bo tego nikt nie jest w stanie osiągnąć, ale dążeniem do niego, bo tylko dążąc do ideału zmieniamy się na lepsze. I każdy z nas, pogrążonych w błędach, powinien wziąć się za siebie i zmieniać się, bo najlepszą drogą do zmieniania innych jest zacząć od siebie i dawać przykład. Jak nie umiesz zawsze, to staraj sie przynajmniej przy tych, którzy biorą przykład z Ciebie.
Jak napisałeś, najważniejsze jest staranie, bo nawet, jak wiadomo, że się nie uda, warto próbować- czasem się udaje. I w oryginalnym PH też najwazniejsze jest staranie, tylko do tego trzeba dojść. A jak będziemy starać się z całych sił, to za którymś razem się uda. I tym optymistycznym akcentem kończę moją refleksję.

środa, 8 kwietnia 2009

"Przebyłem noc właśnie"

Coraz lepsze dni. Prawdą jest, że wraz z wiosną ludzie odżywają. Wczoraj spowiedź, dziś pęknięcie ostatniego kawałka różu na okularach, i wczorajsze i dzisiejsze rąbanie dało mi dużo. I nie chce mi się opisywać wszystkiego, jest mi dobrze i koniec.
I podzielę się z wami wierszem, który dedykuje moim kumplom z ławy, bez których nie wiem, co bym zrobił w VI zakładzie- Damianowi, 2 Wojtkom, Krzychowi i Bartkowi. Razem ze mną jest nas 6 w Loży Szyderców:) Jeśli ktoś z Loży to czyta, wie, o czym mowa doskonale;)

„Lekcja fizyki elementarnej”

Kochanej Piątce z Loży
[[MODEL]]
Obj1:uczeń_01 /hmm kogoś mi to przypomina
Obj1.opis: „MD.log” / (bajtów: 64 128 256 512)
/ mój dziennik, moje życie
Obj2:ławka_02 /Nasza Ława- Loża Szyderców
Obj1:idź_do(obj2)
Obj1.siad
Obj1.pozycja = obronna /Skulony w jakiejś…
[PĘTLA]
Pętla.start
Czekaj(300s)
Obj1.głowa: w górę(90 stopni, 5 sekund)
Obj1:komunikat(wykrzyknienie, losuj)
(&wybór)
Opc1:”Kuuurwcze ile jeszcze!?”
Opc2:”O jaaaa”
Opc3:”
(&wybór-koniec/)
Obj1.głowa:w dół
[PĘTLA-KONIEC/]
[[MODEL-KONIEC/]]
Obj{3-7}- ANALOGIA. MODEL /było nas 6 zdolnych
Obj{1;(3;7)}-czekaj.dzwonek.
JEŻELI(.dzwonek.)=>uruchom: radość.exe
27-03. gegra

--------------------------------
I am freee
Soy libre
Nie chce mi się wymyślać więcej
Resztki kurzu różu opadły,
"Skończyło się, miało wiecznie trwać"
Tylko co dalej?
"Dokąd idziesz? Do słońca!" Czy aby na pewno?

sobota, 4 kwietnia 2009

"Nauczycielu i uczniu w jednej osobie..."

Tydzień minął dość dziwnie. Powiem nawet, że nietypowo, bo zaczął się źle, a kończy się bardzo pozytywnie. Nawet środowo-czwartkowa zła przerwa w cyklu wchodzenia pod górkę nie zmieniła tendencji, bo po kulminacyjnym dole była sesja z Martą. Powtórzona w piątek, ale na kolejach. A poniedziałek i wtorek to ryby, w trybie chillout - nigdzie się nie spieszę, idę i łowię. I nieważne, co i ile złowię, ważne, że nie myślę. Dziś bardziej myślałem o łowieniu, i było nieźle. Oprócz płoci (jedna szczególnie ładna), trafił się okonek z głębokim gardłem i mały kleń - mój pierwszy wyciągnięty:)
I stwierdzam, że moja tabula raza nie marze się już, bo jest już zmazana dostatecznie i nie musi być mazana dalej. Chyba, że nauczycielka będzie chciała jeszcze coś napisać.
I nawet nie byłem na tyle dobity, żeby rozwalać na potęgę drewno- dziś wyjątkowo nie było mi mało.
I nawet nie popełniłem żadnego wiersza w tym tygodniu
I nawet...

----------------------
Słońce.
Chmura.
Noc.
Wiosna.
Dopasuj, kim jesteś.

niedziela, 29 marca 2009

"Na nowo nazwie, co ponazywane, nadziei znów pozwoli nam skosztować..."

Stwierdzam, że ten weekend był dziwny. I nie chodzi mi tu o pogodę, która też była dziwna.
O piątku pisałem w poprzedniej notce- nie nastroił mnie zbyt optymistycznie. Dlatego gdy nastawiony wieczorem budzik zadzwonił o 5 rano, stwierdziłem, że śpię dalej. I oczywiście gdy wstałem około 8:45 stwierdziłem, że idę na ryby:P Zacząłem od problemów technicznych- na szybcika wziąłem zestaw na spokojną wodę na krótkim kiju i gruntówkę na długim. Poszedłem na zachodni brzeg zamiast na moje miejsce, bo myślałem, że będzie na bank zajęte.
I tu zaczynają się refleksje filozoficzne- nasze małe codzienne rytuały i dylematy, pozornie nieważne rządzą sie takim samym prawem przypadku i regułami, jak te ważne życiowe.
-Okazało się, że miejsce było wolne i czekało na mnie. Ale ja na słabych miejscówkach traciłem czas na demontaż zestawu, który i tak okazał się bezużyteczny- zerwałem spławik, a na kiju 2 m nie jestem w stanie ustawić gruntu 3 m spławikiem stałym. A takim się łowi na rzece. Gruntówkę zaś znosiło, bo miejsce okazało się zdradliwe- wysoka burta i mała ujażdżka. Ale pewnie i tak nie wiecie, o czym mówię- motyw jest taki, że chciałem na 2 wędki, a jedną i drugą musiałem rozmontować. Wziąłem z 1. zestawu kij, a z drugiego resztę, i mogłem łowić, ale zauważyłem, że moje miejsce jest wolne. Wróciłem, i nie znalazłem śladów ludzi. Zostało mi mało czasu, ale coś sie, działo i jakieś płotki wyciągnąłem.
Jakie z tego wnioski?
a) nie można się od razu zniechęcać i nastawiać na nie, bo jest szansa, jeśli się nie sprawdzało
b) nie można chcieć za dużo naraz- czasem warto odłożyć jeden kij, a czasem warto wziąć sobie do serca triadę heglowską- teza+ antyteza ----> synteza. I tą wybitnie romantyczną koncepcję da się przełożyć na wszystko.

Kolejnym punktem był rytuał mycia schodów, a po obiedzie wyjazd do babci. Znowu z bratem dlaiśmy koncert na 2 instrumenty. Trzeba było wyładować stres tygodnia i narąbać zapasik. Młody nieźle sobie radzi, jestem z niego dumny. Może wkrótce będzie trzaskał takie pnie jak ja z luzikiem

A dziś znowu o 5 nie wstałem, tylko po 9, ale za to siedziałem do 14 nad wodą. I można powiedzieć, że połowiłem. Co prawda małe płotki, ale zawsze coś się działo. Jeszcze trochę i ruszy się leszcz, potem lin i karaś, potem maj i szczupak. Wziąłem książkę od hiszpana, żeby się pouczyć na jodida bolsa de palabras, ale jak tylko otwierałem, coś się działo. Rzadko kiedy mogłem się uczyć dłużej niż 5 minut- zupełnie, jakby Matka Natura chciała, żebym sie nie uczył.
Kolejny wniosek dotyczący życia: jak coś chcesz, to się nie udaje, ale jak robisz przy tym coś innego, ważniejszego dla Ciebie w danej chwili, to zaczyna się udawać, żebyś nie miał czasu na tamto.

Wyniki - wczoraj 4, dziś 8 +2 spięte przy brzegu. Wszystko płoć. Aż nudno, chciałoby się leszczyka lub jaśka.

Dziś wiersza nie dam, bo nie. Muszę wreszcie przeczytać Lalkę - na jutro. Czeka mnie ciężka noc.
I dzień też.
I w sumie tydzień, bo bolsa jodida.
I miesiąc...
Zamknij się!

Dobranoc:)

czwartek, 26 marca 2009

"Ciebie czytam tak jak rzekę..."

Sam już nie wiem, co bym chciał. I czy będę umiał się odnaleźć, jak się uwolnię. Czy znajdę innego właściciela?
W środę prof. Dylewicz zwana pieszczotliwie Ciocią Dylą bardzo pochwaliła moje wiersze, zwłaszcza te dziwne. Cieszę się, zwłaszcza, że jest moją wyrocznią na temat literatury. Ale dość kadzenia, ważne, że dała mi iskrę radości. Siedziałem tak uradowany na następnej lekcji, że nikt sobie nie wyobrazi.
Ale i tak nie jest dobrze. Nie wiem, czego chcę i to jest najgorsze. Wiem, co by było najlepszym wyjściem, ale nie umiem. Ale może taki los?
Za dużo pytań...

Muza na dziś:
Merzbow- płyta Pulse Demon
Therion - Beyond Sanctorum
Vader - Predator
I do tego Matelot- "To była stara drewniana łódź"

„Analfabeta”
Dlaczego szlaki trzy biegną
Jedną ścieżką i krążą
Wokoło siebie jak sępy nade mną
Wędrowca bez busoli ni mapy?

Dlaczego nie umiem czytać?
16.03 Polski

poniedziałek, 23 marca 2009

"Nijak nijak ominąć pytania...."

Dziś wiersza nie będzie. Dałem najnowsze prof. Dylewicz, żeby mogła się nad nimi popastwić. Ciekawe co z tego będzie. Póki co targają mną emocje i nurtują pytania. Szczególnie te, na które nie ma odpowiedzi.
Ognia nie pomogły ugasić 3 stany skupienia:
Ani woda, nad którą wybrałem się w sobotę, pomimo, że zamarzała, i dała mi radość.
Ani ciało stałe w postaci siekiery i pniaków u babci- nawet pod koniec nie miałem radości.
Ani powietrze, które smagało mnie gdy biegałem z Mateuszem w niedzielę. (no dobra, bieg to nie był, bo nie umiem i nie mam kondychy, ale co się zmęczyłem, to się zmęczyłem)

A może potrzebne są 4 żywioły? Woda była, ziemia- podziemie- Hades u babci i siekiera, wiatr-był. Nie próbowałem ognia. Może pomoże.
Tylko czym jest ogień? Jak zgasić ogień ogniem? Czy można wybić klin klinem?
Czy można przestać? Czy da się?

Czy ja tego chcę? Czy nie ma innego wyjścia? Czy muszę zgasić to co się dopala we mnie?
Czy przepisy bezpieczeństwa p-poż są aż tak ważne?
Czy będzie boleć?

Czy przerażony ogromem pożaru będę umiał na nowo rozpalić ognisko?
Czy nie zlęknę się ognia na zawsze?
Czy zawsze będę bał się nazwać swoich emocji i ukrywał pod suchą metaforą?

Czy będę zawsze rozumiany tylko przez parę osób? Dziękuję- kto wie, ten wie
Czy przestanę kiedyś myśleć w taki sposób? Czy uda mi się pokochać siebie i innych?
Kogo najpierw?

Czy to ma sens?

Czy mógłbym przestać mnożyć pytania?

Czy mógłbym zakończyć tą żałosną litanię żalu?
---------------------------------------------------
Muza na dziś- Na drogę -> Sabaton
Na popołudnie-> Acylum i Borknagar
Do poduchy -> Amnestigon

---------------------------------------------------
Tym, co wsparli dobrym słowem - dziękuję
--------------------------------------------------
Na dniach rozstrzygnie się czy będę umiał tak dalej. Wiem, że nie chcesz. Może się uda

sobota, 21 marca 2009

"Słoneczko, śliczne oko..."

A więc mamy wiosnę. Zacząłem ją pozytywnie, co mi się ostatnio zdarza coraz rzadziej. Radośnie wstałem po 5 i poszedłem na rybki do portu. I nawet brały, pomimo, że na wodzie był lód, który utrudniał łowienie, a innym mało co brało. Skończyło na 5 płociach i okonku. Wszystko małe, wróciło całe i zdrowe do wody (wiem, że nie wierzycie, ale tak było;P). Nie było to nic wielkiego, ale dało mi wiele radości, i poczułem, że jest nadzieja, że może coś mi się udać. I nawet wymyśliłem wiersz w trakcie powrotu. I daję dwa kolejne, powiązane z tematem- oceńcie je, zwłaszcza ten napisany w stylu informatycznym:)

„Czasem mam ochotę”
Oczy zakrywa czerwony
Wodotrysk jak skała
Wypływa z nagięcia dłoni
A w zasadzie z mięska,
Które ponoć jest mieszkaniem
Miłości?

Pragnę i piję,
Chociaż się zwrócę
Pragnę? Jeśli już, to czego?
Co jest w butelce?
Nie za dużo pytań?

A morze? Może szanty…
Albo ballada z gór
Przy ognisku rozłożymy się z gitarą
Razem…

……………………….

Koniec marzeń. Wróć do życia, gnoju!
Polski, 11.03

„Wirus”
[KOD]obj1:kobieta_03 /Ona. Najdroższa. To nie może być tak
/Tylko obiekt
Obj1:Znajdź-facet_02 /A więc jestem kawałkiem kodu
Target: serce.facet_02
Obj1:inwazja.serce.facet_02
Obj1:ODRZUĆ /Bo dlaczego ma mnie kochać
Obj2-reakcja- samowyniszczenie /Oto skutek złej interpretacji kodu
Obj2:Znajdź.obj3
Obj3:Coś ostrego /Najlepiej żyletka, bo jest stylowa
Obj3:Przerwij.połączenia
Obj3:Okno.Komunikat”Potrzebuję informatyka”
[KOD-Koniec]
16.03 polski

„Oko”

Widzę biały płat kory, z wyrytym napisem – cios w plecy
Widzę warciany piach, z tamtego miejsca – kolejny cios
Widzę zeszłoroczne owoce dzikiej róży z jesieni- kolejny cios
Widzę mewę z rybą, która leci w przestworza- niesie nadzieję
21.03 - Warta

poniedziałek, 12 stycznia 2009

"W strasznej nedzy i w strasznej rozkoszy, trzeba żyć"

Szukałem jakiegoś optymistycznego wiersza, ale nie mam. Najlepsze mają tylko lekka nutkę. Muszę się zabrać za to i spłodzić coś przyjemnego. Wczoraj WOŚP- bojówka. Czyli siedzenie w hufcu z Kikiem, Wojtasem i Mateuszem, żarcie, picie, muzyka i rozmowy. Potem przyszła Doma i siedziała z nami prawie do końca. A ludzie przewijali się i przewijali. I dostałem trochę weny. To wszystko z tego jednego dnia, w zasadzie popołudnia. Zauważyłem też, przepisując daty ze starego zeszytu fetyszy, który się skończył, że miałem dni na pisanie i dni puste. I w takie dni powstawało kilka tekstów, potem cisza, potem nowe teksty. I że dokonuje się pewna ewolucja pisania. Niektórzy mówią też, że się zmieniam jako osoba. Nie wiem, co z czego wynika.

„Niepewność”
Czekam w próżni
Płynąc w przestworach
Codziennej nieistotności

Wyczekuje Twych oczu
Przelotnego jak gołąb spojrzenia
I krótkiej kontemplacji

Potem będzie czas na iskierkę bólu
Krwi wylanej nad własnym losem
I łez wypuszczonych daremnie

I sam nie wiem, czego pragnę….

„Wiadomość”
Wśród lasu bliskich siedzę,
Pod przyjaznym drzewem,
Odtrącony przez kamienie
Samotny buk wśród sosen

Wyrywam korzenie, brnąc za łanią
Ona w krok za kimś pędzi,
Zmieniam się w sokoła, ona zamiera,
Pochylając się nad zwiędłym kwiatem,
Ja nie śmiem drapieżnik jej tknąć

Usta, niczym grzbiet oceanu
Falują wciąż niczym…Kurwa!
Znowu coś się wali

Złe wieści zawsze przychodzą nie w porę

„Kolejne głupie pytanie”
Czym jest uczucie
Które jak wprawny poszukiwacz
Wśród morza pirytowych twarzy pozwala
Odnaleźć jedyny samorodek
Nie zważając na przyćmiewające blaski?

Czym jest uczucie,
Które jak huragan
Straszliwie niszczy ludzi
I jak rosa życiodajna
Pozwala wzrastać dobru?

Czym jest uczucie?
Błogosławione czy przeklęte?

Nikt nie wie,
Więc daj mi spokój z takim pytaniem,
Odpowiedź znajdziesz po drugiej stronie
Tego, co nazwali życiem
--------------------------------


Kto ma oczy, niechaj słucha...

niedziela, 4 stycznia 2009

"Jak zapomnieć te wszytskie chwile"

Doszedłem wczoraj do wniosku, że jestem pieprzonym hipokrytą, i okłamuję sam siebie. Nie da się samemu sobie wcisnąć kitu tak, żeby stał się prawdą. Jeszcze do wczoraj myślałem, że się da, ale w sumie sam nie wiem czy się udało. Nie wiem już nic, bo nic nie jest jednoznaczne. Nie potrafię już stwierdzić w 100% niczego, nawet tego, czy coś czuję, nie mówiąc już o dokładniejszym określeniu uczuć, które mną targają. Takiej ambiwalencji emocjonalnej dawno nie miałem- wszystko chce i nie chcę, gonię i uciekam, a świat jest szary. Dobrze, że mam drużynę, bo bym nie wyrobił, a tak mam jakiś sens w życiu.
Wiersz też z biwaku, z ciągu.

„Zapomnij!”
Prosta komenda,
Jedno polecenie wiersza.
Wirus blokuje, nie pozwala.
System przestaje odpowiadać
Za siebie i inne aplikacje,
Bo pamięć się przelewa

sobota, 3 stycznia 2009

"To wsyztsko było, minęło, zostało tylko wspomnienie..."

Nie ma to jak parę dni z dala od domu, rodzinki... Od razu inaczej, co nie znaczy lepiej. Biwak Kręgu był fajny, ale nie udało się zapomnieć i wyłączyć myślenia o pewnych sprawach, a inne jeszcze doszły. A nie można bawić się i uśmiechać na siłę. Tak samo trzeba być szczerym, ale nie trzeba wszystkim mówić o wszystkim. Ale biwak i tak zaliczam do udanych. Nie zapomnę drogi przez las z filmikiem, wigilijnych "jasełek" (szczególnie 1 projektu w którym miałem grać Maryję) , spacerów po lesie, w którym co jakieś 100 m zmienia się otoczenie - las mieszany, za chwilę przewaga sosen, potem kupka świerczków, brzezina, mroczny sosnowy las, buczyna, las mieszany. Po prostu cudo, tylko nie każdy jest wrażliwy na piękno przyrody ("Założymy się, że nie zauważą tego wielkiego buku?" nie zauważyli - większość). I niesamowite drzewa- poskręcane buki, które wyglądały jak opętane ("Jakbym wierzył w reinkarnację, to tak bym wyglądał"), Wielkie Pały, połamane kolosy, świerki na krawędzi upadku. I męskie życiowe rozmowy o filozofii, sensie, ale też o muzyce, wierszach, ludziach, przyrodzie i nie tylko. I sylwester, z niespodzianką w postaci Agnieszki G i Patrycji W, które się zjawiły, i typowa manana, wstawanie o 11, śniadanie na 13 itp. I cud, że nic sobie nie zrobiłem, choć mogłem. W sumie w piątek rano przy śniadaniu pociąłem się na palcu nożem do chleba, ale to po biwaku, wiec się nie liczy.

A co do wielkiej kontrofensywy, na froncie, którą szykowałem na niedzielę i planowałem z Krzychem, to doszedłem do wniosku, że lepiej się poddać, niż tracic siły na prózno, bo nic nie zyskam, a nie chcę tracić. Trochę mięsa przyda się w późniejszej, nie daj Boże, wojnie.

Czekałem do powrotu z podsumowaniem roku, bo liczyłem na cud, ale że się nie pojawił, to stwierdzam, że 2008 był porażką. Bywały okresy pozytywne, ale niewiele, a negatywnych uczuć było dużo, i w dużej sile. Do tego wszystkie blizny, których się nabawiłem i wszystko, co mnie ominęło, zwłaszcza wyjazdy, dopełniają czary goryczy. Jedyne pozytywy zauważam w pracy instruktorskiej- zobowiązanie, udany obóz, coraz więcej chłopaków w drużynie, coraz więcej fajnych pomysłów, coraz więcej dumy.
Zauważyłem, że piosenki, na które ma się fazę dużo mówią o człowieku, więc może podam, na co miałem fazę w ubiegłym roku:
Styczeń - "Z nim będziesz szczęśliwsza" SDM
Luty- "Za dalą dal" SDM
Marzec - "Ja do Ciebie" Happysad
Koniec marca/początek kwietnia - "Długa droga w dół" Happysad "Midrautas Vras" Summoning
Koniec kwietnia/Początek maja - "Tango Triste", "Ach, kiedy znów ruszą dla mnie dni" SDM
Maj - "Flight of the Nazgul" "Long lost to where no pathway" Summonig
Lipiec - "Ach, kiedy znów ruszą dla mnie dni" SDM
Sierpien - "Hymn" Jacek Kaczmarski
Wrzesień -"Czarny chleb i czarna kawa" SNL, "List do Che" SNL
Październik -"Czarny chleb..." Hetman, "Idzie wojna" SNL, "Niecodzienny szczon" SNL
Listopad- "Nocnoautobusowa" ONZ, "1944" KSU
Grudzień - "Smutno" SDM, "Panzerkampf" Sabaton, "Łza dla cieniów minionych" KAT,

Wiem, niezłe spektrum. Ale ja juz tak mam.

A wracając do biwaku, to zdarzyło się coś wyjątykowego- tak, jak zwykle nie mam weny na wyjazdach, albo powstaje 1-2 wierszy, to tu napisałem ich dużo - zupełnie jak alkocholik w ciągu. Bywało, że na posiedzeniu pisałem po kilka. Na razie rzucę 1, ale potem może dorzucę jeszcze trochę;)

„Głupie pytania”

Cóżem uczynił
Że cierpię tyle
Ambiwalencji?

Za co muszę bawić się na siłę? Nie wiem
Za co muszę zakładać bananowe maski? Nie wiem
Za co muszę grać siebie szczerego do bólu? Nie wiem
Za co muszę udawać głupca kryjąc intelekt? Nie wiem
Za co muszę kryć się przed uczuciami kryjąc je? Nie wiem
Za co muszę mieć wrażliwą duszę z twardym ciałem? Nie wiem
Za co muszę tu żyć? Nie wiem
I pewnie nie dowiem się teraz ani tutaj

Bo to jest jak eschatologia:
Jeden wielki suchar,
O którym uświadomią mnie czarne anioły
Lub szatan w białych szatach

piątek, 26 grudnia 2008

"Znowu w życiu mi nie wyszło, uciec pragnę w Wielki Sen..."

Wczoraj rzuciłem okiem na cały miniony rok, przeczytałem całego bloga. Czasem jak patrzę na to, to zastanawiam się, dlaczego i po co. I dochodzę do wniosku, że historia kołem się toczy, ale jako, że świat jest ambiwalentny (lubię to słowo- tak, Naty, dzięki Tobie) i popieprzony, to to koło, którym się toczy jest krzywe. I się zmienia, co każdy cykl, i nie da się przewidzieć jak, ale wiadomo, że z jakąś, mniejszą, lub większą analogią. Czyli, że praktycznie nie ma reguł. I widzę tę cykliczność: znowu chodzi po mnie motyw drogi, podróży jako ucieczki od nieszczęść, lekarstwa na chorobę ducha i znowu przychodzi mi taka sama refleksja, jak pod koniec zeszłego roku- odsyłam do wiersza "coś innego".

"Ciągoty homo viatoryczne"
Głos północnego wiatru
Przesiąknął me uszy
I wszedł do czerepu,
Pustostanu, który banda
Nazywa mózgiem, a jest
Tylko kawałkiem mięsa

Znowu wzywa mnie ulica,
Brudna, zalana, obrzydliwa.
Po to, by stać się drogą
I wywieźć mnie w dzicz
Bo tam będzie spokój

Bez zwierząt gadających
Bez trucia i gnicia w pudle
Bez wspomnień strasznych
Bez żalu i żałosności

Znowu chcę pójść tam,
Gdzie tylko tubylcy
I pełno dzikości

A może zamknę się tutaj
I będę służył ludziom?

Droga mi pisana albo w dal albo wzwyż


Już o wiele lepiej. Jest ostatnia, mała iskierka. Jak Cię zobaczę, to będę pewny, czy zgaśnie, czy zrobi pożar. Oby zgasła szybko...

czwartek, 25 grudnia 2008

"Niech dźwięczy, męczy, aż do zadyszki, śmiechu mi trzeba przede wszystkim"

Dziwne to święta. Z początku narzekałem, ale jednak wyszło przyjemnie. I poczułem przypływ wiary, nadziei i miłości. I nawet nie oburzam się na nadzieję, bo nie dotyczy miłości eros. Zresztą motywy miłosne wylatują mi jakoś z głowy. Wiem, że życzenia składa się wcześniej, ale ja chcę teraz. A podsumowanie roku będzie prawdopodobnie jak wrócę z biwaku KI "Zorza", bo przez ten biwak wiele może się zmienić- będzie czas na refleksje, rozmowy, analizy, pisanie.

"Życzenia dla wybranych"
Kumplowi, co znalazł
W obmierzłym śmietniku
Zwanym jestestwem moim
Parę kropli proroka,
Taniego wina, z dodatkiem CH3OH,
Życzę, by znalazł, umiał się wrócić
I dziękuję za gadulcową filozofię

Kumpeli, co jak przeciąg,
Przelotem wpadła we mnie
I tłukąc szklanki i kubeczki
Wylatuje już powoli,
Choć chciałbym zatrzymać
Życzę, by znalazła, umiała docenić,
I dziękuję za cudowne dni

Przyjaciółce, co umie
Schylić się i wyciągnąć
Z kału kawałek moich myśli,
Wyciągając mnie na słońce,
Pomimo swojego mroku
Życzę zdrowia i pogody,
I dziękuję za bycie sensem

Przyjacielowi, co ugrzązł
W zaspie śniegu białego
Jak słońce co rozum wypala
Przygniecionemu brzemionami
I zbyt mało wylewnemu
Życzę spokoju i zrozumienia
I dziękuję, że był, gdy trzeba

Mentorowi i wzorowi,
Który niejedną zgarnął ranę
Na umyśle i ciele, zbolały,
Ubabranemu krwią i gnojem,
Lecz wrażliwemu zawsze
Życzę wzajemnosci w uczuciach
I dziękuję za nauki ważne i te mniej

Mentorce zaś mojej,
I przełożonej radosnej,
Co śmiechem zabić umie,
Ale w potrzebie wyjmie z bagna,
Lecz ran nie tyka własnoręcznych
Życzę wytrwałości w pracy
I dziękuję za troskę

-----------------
Powoli zapominam, na szczęście... Za niedługo będzie "emeryt"

wtorek, 23 grudnia 2008

"Choć, choć za ciosem pada cios, a wróg posliłki śle w konwojach..."

Dawno nie czułem się tak dobrze. Odchodząc od konfesjonału czuje się katharsis, od razu lżej na duszy. Teraz wreszcie te święta zaczynają mieć dla mnie jakiś sens. Bo oprócz wielkiego żarcia i pogoni za prezentami będę mógł zrobić coś dobrego dla innych- pomóc mamie robiąc sałatkę, przynieść ojcu węgiel, narąbać babci drewna w piwnicy, podnieść papierek. Wiem, że to niewiele, i dla świata nic nie znaczy, ale każdy wysiłek włożony w zmienianie świata na lepszy zdaje mi się dawać więcej radości. I widząc uśmiech na twarzy czuję, że jednak to ma sens. Gdyby nie to, to pewnie bym się załamał, a te święta byłyby najgorszymi. I chociaż mam swoje problemy, problemy bliskich mi przyjaciół i wiele innych, które mnie martwią, to jednak udaje się znaleźć coś pozytywnego, nawet pomimo braku nadziei. A może to jest moje powołanie? Czerpać radość z dawania jej innym... Nie wiem, w każdym razie, udało mi się opanować negatywne emocje, i stwierdzam, że od rana jest coraz bardziej pozytywnie- BŚP, spowiedź, wycieczka z bratem na Dębiec do babci, narąbanie się drewna, obiad, sałatka z zaostrzoną marchewą i wizja spokojnego wieczoru.

Jeśli jakiś kawałek Ciebie przejmuje się mną, niech przestanie. To nie pomoże.
Nie jest tak źle, jak być mogło. Reszta jest milczeniem. Może kiedyś...

poniedziałek, 22 grudnia 2008

"30 raz zabierasz psa..."

Natalia Piłat miała kiedyś na swoim blogu, który nie bez powodu można nazwać skarbnicą złotych myśli, piękny cytat: "..uciekamy przed tymi, którzy nas chcą, a gonimy za tymi, którzy uciekają przed nami..". Jak patrzę na życie, i na losy moich znajomych, stwierdzam, że jest w tym dużo prawdy. Zdążyłem się przekonać, że mądrości życiowe sprawdzają się czasami, i że jedyną ważną regułą jest wyjątkowość każdego przypadku. I że im bardziej coś przewidujemy, tym bardziej wychodzi na opak. Czasami tylko zastanawiam się, co by się stało, gdyby wszyscy, którzy gonią na darmo, zatrzymali się i pozwolili złapać tamtym? Czy wtedy byłoby lepiej czy gorzej?Bo wydaje mi się, że skoro każdy przypadek jest wyjątkowy, to nie można dywagować.
Czasami w takim łańcuchu zdarza się też ogon. Czyli ktoś, kto goni, ale nie jest goniony. Taki sobie typek, któremu pozostaje wieczna gonitwa, bo którego nikt nie goni. Ale cóż, ogon musi czekać na swoją kolej. Tylko nie będzie jak w tych bajkach o Kopciuszku.
Dziś ryczałem, cebula robi swoje. Ale jeśli człowiek jest jednością psychosomatyczną?
Nic osobistego, taka sobie refleksja.

niedziela, 21 grudnia 2008

"I znowu"

Kilka luźnych refleksji z dnia dzisiejszego:
1)Kolejny raz życie objawia się jako absurd absurdów. Najważniejsze rzeczy nie wychodzą tak, jak powinny, a wypływają za wcześnie, albo za późno. A tym niepokornym filozofom, co mówią o uporządkowanym ładzie świata, trzeba dać krótką lekcję pokory. Ład świata jest nieładem.
2)Niby jestem humanistą, a tak chętnie posługuję się matematyką do opisania uczuć. Kolejna sprzeczność. Bo nie chce mi się pisać o rozchwianiu, więc używam jakiś funkcji trygonometrycznych, a zamiast mówić o "długiej drodze w dół", piszę wzór funkcji malejącej. To jakaś paranoja
3)Jak wiele rzeczy łamię zasadę decorum, odpowiedniości stylu do zdarzeń... Dlaczego najlepsze pomysły nachodzą mnie na kiblu, i tam znajduję wenę do pisania długich rzeczy? A jak jestem w pięknych okolicznościach natury, to z rzadka mam chęć coś skrobnąć
4)Na tym samym kiblu naszła mnie refleksja, że może racje ma jasna strona mocy, że człowiek jednak jest jednością psychosomatyczną. Bo jak się oczyściłem fizycznie, to poczułem się lepiej, pomimo doliny, która mnie ogarnia. Ale za chwilę dolina wróciła, więc chyba nie pomogło. Znając życie, pewnie jest tak i tak, na zmianę, żeby nikt nie miał racji, bo mógłby mieć monopol na prawdę.
5)Jeśli wydaje mi się, że coś jest nie do osiągnięcia, to pomimo prób i starań nie udaje się. Przez analogię powinno być tak, że jeśli założę, że mi się coś uda, to powinno się udać. A tu nie wychodzi. Nigdy.
Jaki z tego wniosek? Jaka płynie prawda o świecie? Że świat jest ambiwalentny i potrzaskany. I nie można wierzyć, że da się przewidzieć, co nam przyniesie los.


eh,

piątek, 19 grudnia 2008

"Nic nie boli tak jak życie..."

Ostatnie dni wzmogły we mnie refleksje i zacząłem się zastanawiać nad życiem. I co mi wyszło?
Że poświęcam dużo czasu na zbędne zamulanie, i źle go wykorzystuje, a gdy jest coś ważnego, to czas ucieka.
Że za bardzo myślę o konsekwencjach, i że przez to tracę swoje szanse
Że za bardzo szukam reguł i analogii w świecie, a świat jest nieregularny, irracjonalny i porąbany jak drewno do pieca. I że jeśli coś się powtarza, zachodzą jakieś reguły, to w warunkach braku reguł i przez przypadki. I że to wszystko jest niejednoznaczne i nie ma co o tym myśleć, bo od tego boli głowa.
I że nadmiar wiedzy boli.
I że brak wiedzy też boli.
I że ogólnie wszystko boli.
I nawet jak nie ma problemów, to się martwi człowiek innymi.
I że się za bardzo przejmuję.

Dobre porównanie: Życie jest rozdarciem między sacrum a profanum- jak siedzenie na kiblu z defekacją i rozmyślaniami eschatologicznymi

poniedziałek, 15 grudnia 2008

"Otwórzmy bramy..."

Znowu hiszpan, anglik, i cała ta buda. Byle do piątku tak świeci nade mną jasno jak nigdy.
Tak dużo osób myśli, że wie o mnie wystarczająco, a tak mało osób wie wystarczająco. A całej prawdy nie wie nikt, ja tym bardziej.

"Klamka"
Wkurza mnie ta klamka
Jej niestabilność zawsze
Zmusza mnie do myślenia
O konsekwencjach naciskania

Wkurza mnie, że odczytacie
To jako metaforę, coś wzniosłego.
Nie uwierzycie,
Że mam problemy
Z drzwiami od łazienki