piątek, 9 stycznia 2009

"W srebrnej poświacie szła..."

Dziś znowu pojechałem z ojcem do babci się narąbać - drewna. Lubię pomagać innym, sprawiając jednocześnie radość sobie- a nic nie daje takiej radości jak siekiera i coś do rozwalenia. Wracając do domu poczułem zapach wolności, złapałem promienie słońca i nawet czułem radość. W końcu cały tydzień czeka się na piątek i "przepustkę". Ale potem załączyła mi się "Legenda wyśniona", przed oczami stanął mi obraz i opuścił mnie dobry humor. Jeszcze w tramwaju było pełno ludu, i stwierdziłem, ze idę z buta do domu. A radosny epizod przypomniał mi napisany w Krotoszynie wiersz:
„Ślady radości”
Wśród skręconej buczyny
Wśród niebosiężnych świerków
Wśród czystych jak słowo brzóz
I pośród dębów majestatu

Na nieba żywym płótnie
Na wody tafli rozgadanej
Na kartach żywych płomieni
I w każdym wiatru powiewie

W pierwotnym ryku radości
W zadziwionych oczach
Obcując z naturą
Można złapać jej kroplę...

------------
Trzeba żyć, walczyć pomimo mroku w sercu.
I nadal biegnę, ścigając tramwaj, mimo woli...
Wiem, że nie chcesz, ale nie umiem inaczej...

wtorek, 6 stycznia 2009

"Pisać poezję, to znaczy płakać..."

Zwiedziony na pokuszenie przez Domę, wrzucam kilka ostrzejszych wierszy. Nie oceniajcie ich jako coś z góry złego, bo w poezji, "dobra >>kurwa<< size="4">„Zadziwienie”
Wkurwiają mnie
Zapakowane w lukier
Piosenki – pocieszanki
Nadziane optymizmem do bólu
Gdy tonę w bólu,
A każe je śpiewać najdroższym,
Choć mi tylko rozdzierają rany

Wkurwiają mnie także
Fałszywi prorocy,
Czarodziejki z reklam
Wrogowie, znajomi,
Rodzina, przyjaciele,
Poza tym ja sam,
Zwierzątka, rośliny,
Nawet najmniejsze bakterie
Cały ten świat
Też nie wiem, dlaczego

„Odejdź!”
Usadowiłem się w kącie
Na kłującej poduszce,
Z głową w dół zadartą

Przede mną nóż i gitara
Szalone błagają alternatywy
A obok pióro i kartka

Mentorka poczciwa, lecz omylna
Wkłada mi palec do ust,
Próbując je niezdarnie zakrzywić
W uśmiechniętą parabolę

Nie zrozumie mnie, choćby chciała,
Każe mi śmiać się na siłę,
Jakby to mogło zmieniać serca
Lub goić ich rany

„Zniechęcenie”
Mateuszowi Dorna
Idąc białą łąką
Nie kwiaty w oczy kłują
A zeschłe kikuty,
Porażajże odorem porażki
Zamiast rosy piją krew,
Którą kradną memu ciału
Żyletkami łodyg

Gdy każde drzewo i kwiat
Kolec w serce i nóż w plecy
Mała ruda pułapka
Pogłębia rany na rękach
Wycięte z premedytacją
Przez głupie słowa samemu

Po co, kurwa, bogowie, filozofie
Wszystko gzi się jak pies
Nie ma odpowiedzi na pytania
Po co się starać?
Widzę triumf skurwysynów
Plącząc po klęsce przyjaciół
Zalany krwią, łzami i wodą brzozową

Nic, tylko strzelić sobie w głowę
Pociąć łapy i zmiażdżyć giry
Niech tonie we własnym gównie
Ten pierdolony świat

„Diagnoza”
Jestem spoconym grafomanem
Narkomanem pióra i żyletki
Którą otwieram drogę do serca.
Przelewam na papier krew
A z nią uczucia.

Jestem niezwykłym szarakiem
Niby namaszczony przez Boga,
A wątły, niebaczny i rozdarty,
Żyje na co dzień codziennością
I grzeszę też po ludzku

Jestem wcielonym oksymoronem
Niemoralnym autorytetem,
Ścisłym humanistą i smutnym błaznem,
Czułym umysłem i szczęściem w cierpieniu
Ambiwalencja nie zna granic

Jestem chorym na głowę człowiekiem,
Ale kto z nas jest w pełni zdrowy?

"Wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie"

Ostatnimi czasy czuję się rozdarty. Mędrcem był ten, co powiedział "wiem, że nic nie wiem", bo im więcej wiem, tym gorzej. Wiedza boli. A każdy dzień w budzie zaczyna mnie dobijać, i już chcę 13 luty- ferie. A na razie, trzeba jakoś przeżyć. Byle do piątku ;)

„Trójnik”
Siedząc na kiblu
Słyszę w myślach jakiś dysonans
Z którego płynie muzyka mego życia

W chaosie dźwięków wyłaniam 3 głosy,
Z których każdy śpiewa inaczej

Czarny z białym przekrzykują się,
Dbając jednak o formę, by mnie przeciągnąć.
Wzbierają tony, falują oktawy

Stoję obok, słuchając obojga,
Śpiewam własną szarą pieśń życia,
Próbując dostroić głos do mocniejszego,
Którego nie widzę i nie znam.

Rozdarty, gdy nie rozróżniam,
Kieruję się głosem serca,
Z pienią falującą odcieniami szarości
Szybuję na spotkanie losu

niedziela, 4 stycznia 2009

"Jeżyk, jeżyk 2D"

Wracając z biwaku, jeszcze w Krotoszynie znaleźliśmy płaskiego jeża. Nie obyło się bez radosnego pokazywania, komentarzy i możliwości użycia jeżyka 2D. Poza przypomnieniem tego radosnego wydarzenia (chyba najweselsza część biwaku), ogólnie nie jest najlepiej, bo sam już nic nie wiem. A jak nawet ja sam nie jestem w stanie o sobie powiedzieć czegoś pewnego, to nie wiem kto będzie w stanie.

„Zrzucić maskę”
Stanąć nad nimi wszystkimi
I każdą z osobna
Rzucić je na kolana
Prosto do stóp
Patrzeć, jak gniją w cieniu
Zgięte z bólu w pół
Karmić się ich cierpieniem
Pić krew i ból
Dać im powoli cierpieć
Aż zeżre je obłęd

Tak prosto przyklejać etykietki,
Znać wszystko z zachowań i wyglądu
A ja i tak zrobię inaczej,
Niż sobie mnie tłumaczycie

"Jak zapomnieć te wszytskie chwile"

Doszedłem wczoraj do wniosku, że jestem pieprzonym hipokrytą, i okłamuję sam siebie. Nie da się samemu sobie wcisnąć kitu tak, żeby stał się prawdą. Jeszcze do wczoraj myślałem, że się da, ale w sumie sam nie wiem czy się udało. Nie wiem już nic, bo nic nie jest jednoznaczne. Nie potrafię już stwierdzić w 100% niczego, nawet tego, czy coś czuję, nie mówiąc już o dokładniejszym określeniu uczuć, które mną targają. Takiej ambiwalencji emocjonalnej dawno nie miałem- wszystko chce i nie chcę, gonię i uciekam, a świat jest szary. Dobrze, że mam drużynę, bo bym nie wyrobił, a tak mam jakiś sens w życiu.
Wiersz też z biwaku, z ciągu.

„Zapomnij!”
Prosta komenda,
Jedno polecenie wiersza.
Wirus blokuje, nie pozwala.
System przestaje odpowiadać
Za siebie i inne aplikacje,
Bo pamięć się przelewa

sobota, 3 stycznia 2009

"A wiatr wołał: W górę żagiel!"

"To była stara drewniana łódź" -Matelot. Ta piosenka chodzi po mnie odkąd pierwszy raz mi puścił ją Mateusz. Jest naprawdę piękna i wzruszająca, aż chce mi się przy niej płakać, ale nie mogę. A szczerze mówiąc mam ochotę się wypłakać, ze wszystkiego, co mi siedzi i siedziało we mnie. Bo tak porządnie się nie wypłakałem od paru miesięcy. Wiem, że wam wszystkim wyda się to paradoksem, ale tak jest. A druga chodzi po mnie "Łza dla cieniów minionych" KATa - też piękna.
Kolejny z wierszy pisanych podczas biwakowych ciągów wierszocholizmu

„Rozkaz!”
Dwa haczyki w kącikach
Na żyłce napiętej do granic

Antynomiczne dno i tafla,
Woskowa maska uczuć
Na zbolałej twarzy

Ciesz się, gnoju!
A jak nie umiesz, wynoś się!
Musisz udawać radość,
Na rozkaz wybuchać czystym śmiechem
Albo udać się
Do zoo dla ludzi,
Gdzie pod okiem doktorów
Leczy się beznadziejne przypadki

"To wsyztsko było, minęło, zostało tylko wspomnienie..."

Nie ma to jak parę dni z dala od domu, rodzinki... Od razu inaczej, co nie znaczy lepiej. Biwak Kręgu był fajny, ale nie udało się zapomnieć i wyłączyć myślenia o pewnych sprawach, a inne jeszcze doszły. A nie można bawić się i uśmiechać na siłę. Tak samo trzeba być szczerym, ale nie trzeba wszystkim mówić o wszystkim. Ale biwak i tak zaliczam do udanych. Nie zapomnę drogi przez las z filmikiem, wigilijnych "jasełek" (szczególnie 1 projektu w którym miałem grać Maryję) , spacerów po lesie, w którym co jakieś 100 m zmienia się otoczenie - las mieszany, za chwilę przewaga sosen, potem kupka świerczków, brzezina, mroczny sosnowy las, buczyna, las mieszany. Po prostu cudo, tylko nie każdy jest wrażliwy na piękno przyrody ("Założymy się, że nie zauważą tego wielkiego buku?" nie zauważyli - większość). I niesamowite drzewa- poskręcane buki, które wyglądały jak opętane ("Jakbym wierzył w reinkarnację, to tak bym wyglądał"), Wielkie Pały, połamane kolosy, świerki na krawędzi upadku. I męskie życiowe rozmowy o filozofii, sensie, ale też o muzyce, wierszach, ludziach, przyrodzie i nie tylko. I sylwester, z niespodzianką w postaci Agnieszki G i Patrycji W, które się zjawiły, i typowa manana, wstawanie o 11, śniadanie na 13 itp. I cud, że nic sobie nie zrobiłem, choć mogłem. W sumie w piątek rano przy śniadaniu pociąłem się na palcu nożem do chleba, ale to po biwaku, wiec się nie liczy.

A co do wielkiej kontrofensywy, na froncie, którą szykowałem na niedzielę i planowałem z Krzychem, to doszedłem do wniosku, że lepiej się poddać, niż tracic siły na prózno, bo nic nie zyskam, a nie chcę tracić. Trochę mięsa przyda się w późniejszej, nie daj Boże, wojnie.

Czekałem do powrotu z podsumowaniem roku, bo liczyłem na cud, ale że się nie pojawił, to stwierdzam, że 2008 był porażką. Bywały okresy pozytywne, ale niewiele, a negatywnych uczuć było dużo, i w dużej sile. Do tego wszystkie blizny, których się nabawiłem i wszystko, co mnie ominęło, zwłaszcza wyjazdy, dopełniają czary goryczy. Jedyne pozytywy zauważam w pracy instruktorskiej- zobowiązanie, udany obóz, coraz więcej chłopaków w drużynie, coraz więcej fajnych pomysłów, coraz więcej dumy.
Zauważyłem, że piosenki, na które ma się fazę dużo mówią o człowieku, więc może podam, na co miałem fazę w ubiegłym roku:
Styczeń - "Z nim będziesz szczęśliwsza" SDM
Luty- "Za dalą dal" SDM
Marzec - "Ja do Ciebie" Happysad
Koniec marca/początek kwietnia - "Długa droga w dół" Happysad "Midrautas Vras" Summoning
Koniec kwietnia/Początek maja - "Tango Triste", "Ach, kiedy znów ruszą dla mnie dni" SDM
Maj - "Flight of the Nazgul" "Long lost to where no pathway" Summonig
Lipiec - "Ach, kiedy znów ruszą dla mnie dni" SDM
Sierpien - "Hymn" Jacek Kaczmarski
Wrzesień -"Czarny chleb i czarna kawa" SNL, "List do Che" SNL
Październik -"Czarny chleb..." Hetman, "Idzie wojna" SNL, "Niecodzienny szczon" SNL
Listopad- "Nocnoautobusowa" ONZ, "1944" KSU
Grudzień - "Smutno" SDM, "Panzerkampf" Sabaton, "Łza dla cieniów minionych" KAT,

Wiem, niezłe spektrum. Ale ja juz tak mam.

A wracając do biwaku, to zdarzyło się coś wyjątykowego- tak, jak zwykle nie mam weny na wyjazdach, albo powstaje 1-2 wierszy, to tu napisałem ich dużo - zupełnie jak alkocholik w ciągu. Bywało, że na posiedzeniu pisałem po kilka. Na razie rzucę 1, ale potem może dorzucę jeszcze trochę;)

„Głupie pytania”

Cóżem uczynił
Że cierpię tyle
Ambiwalencji?

Za co muszę bawić się na siłę? Nie wiem
Za co muszę zakładać bananowe maski? Nie wiem
Za co muszę grać siebie szczerego do bólu? Nie wiem
Za co muszę udawać głupca kryjąc intelekt? Nie wiem
Za co muszę kryć się przed uczuciami kryjąc je? Nie wiem
Za co muszę mieć wrażliwą duszę z twardym ciałem? Nie wiem
Za co muszę tu żyć? Nie wiem
I pewnie nie dowiem się teraz ani tutaj

Bo to jest jak eschatologia:
Jeden wielki suchar,
O którym uświadomią mnie czarne anioły
Lub szatan w białych szatach